Archiwa tagu: słowiańskie

Bałkańskie pieśni żniwne. Spotkanie drugie

Lato już się skończyło, pozostaje nam to uczcić pieśnią
Uczycić to, czego udało się nam dokonać w upłwającym sezonie wegetacyjnym’
Bałkańskie pieśni żniwne to niesamowite bogactwo brzmienia głosu harmonii

Cykl spotkań stanowi początek nowego zespołu pieśni bałkańskiej
Po zakończeniu cuklu żniwnego zajmiemy się kolędami
Jednak nie będziemy się ograniczać do pieśni obrzędowych, jako że celem jest nawiązanie współpracy z grupą z warsztatów instrumentalnych i opracowanie wspólnego repertuaru taneczno-rozrywkowego

Oprócz cotygodniowych prób będziemy się dokształcać przez udział w warsztatach wokalnych (w tym entomuzykologami z Bałkanów) samodzielną organizację takich warsztatów, naukę języków Bałkańskich i poszukiwanie wiadomości w internecie.

Planujemy także wyjazd na Bałkany.

Bałkańskie pieśni żniwne. Spotkanie pierwsze

Lato już się skończyło, pozostaje nam to uczcić pieśnią
Uczycić to, czego udało się nam dokonać w upłwającym sezonie wegetacyjnym’
Bałkańskie pieśni żniwne to niesamowite bogactwo brzmienia głosu harmonii

Cykl spotkań stanowi początek nowego zespołu pieśni bałkańskiej
Po zakończeniu cuklu żniwnego zajmiemy się kolędami
Jednak nie będziemy się ograniczać do pieśni obrzędowych, jako że celem jest nawiązanie współpracy z grupą z warsztatów instrumentalnych i opracowanie wspólnego repertuaru taneczno-rozrywkowego

Oprócz cotygodniowych prób będziemy się dokształcać przez udział w warsztatach wokalnych (w tym entomuzykologami z Bałkanów) samodzielną organizację takich warsztatów, naukę języków Bałkańskich i poszukiwanie wiadomości w internecie.

Planujemy także wyjazd na Bałkany.

Petrowoczka mała noczka. Poleskie pieśni przesilenia

Gdy noc jest krótsza słońce świeci dłużej.

Pieśni przesilenia często były śpiewane ku czci Świętego Jana (stąd nazwa “świętojańskie”) . Lecz także Świętego Piotra (stąd nazwa petrowka).

Pieśni Piotrowe i Janowe łączyły motywy tekstowe i melodyczne. Często obchodzona była albo Noc Świętojańska albo “Piotrowa nocka” – w zależności od regionu.

Lecz są także pieśni janowo-piotrowe, Śpiewamy bowiem:

Oj Petre Petre Iwane

Albo

Ja na Petra, ja na Petra żyteczka nażala,
Ja na Jvana – pirożkow napekła

Zapraszamy na warsztat wokalny.

Skupimy się na pieśniach z obwodu żytomierskiego (Polesie środkowe, na północ od Żytomierza), tam bowiem zachowało się wiele pieśni tego typu.

Spotkanie w ramach cyklu Piątki z kulturą tradycyjną

Oj Biały Janie – warsztat pieśni sobótkowych 2019

Czym jest dla ciebie kwiat paproci?

Czy tym, czym był dla naszych przodków, kwiatem perunowym, symbolem gromu, burzy i zwiastowanego przez nią oczyszczenia, które często nie może przebiegać chyłkie, bezgłośnie, niejako mimochodem?
Tym, co niemożliwe ale przecież – jak szczęście – właśnie nam przydarzyć się może?
Tym czego się szuka, gdy spotyka się drugą osobę?
Czy może wieczną tęsknotą wciąż szukającej siebie duszy?

To wszystko, a nawet i trochę więcej wyraża Kąpałocka – Mała Nocka, święto ognia słonecznego, ognia ziemskiego i żaru w naszych sercach, święto wody której oddajemy wieńce, jak czasowi młodość. Wody, która w lecia zaczyna być nam przyjazna i (dzięki latu i przynoszonej pono przez niepacyfikacju rusałek) zaprasza do kąpieli, kąpieli oczyszczającej byśmy się w niej zanurzyli, i wynurzyli się – narodzeni na nowo. Nie darmo w ten dzień wyznaczono święto Jana Chrzciciela, nie darmo przezwano go Kupałą.
Ale także – podobnie jak obchodzone nieco wcześniej stado – święto spotkania i wspólnoty – być może również dlatego przezywano je sabatem. Mnogie ogniska, które się w ten dzień pali, to de facto ogniskowe punkty skupienia otaczających je ludu. Dlatego przeskoczenie ogniska – daje szczęście.

Któż pogardzi szczęściem w dzisiejszym świecie? Ale być może ścieżka do niego już zarosła. Tak nieuczęszczana ostatnimi czasy… Czy uda się nam posklejać rozbity dzban? Ile mamy fragmentów, jak bardzo autentycznych?

Nawet jeśli zachowało się ich niewiele, to niektóre w całkiem niezłym stanie.
W najlepszym chyba pieśni.
Treść, choć zmeniana przez lata, zachowuje w sobie symbole
Ale jeszcze jest melodia
Ale jeszcze jest tembr głosu…

To ostatnie chyba najważniejsze. Bo właśnie w emisji, intonacji i artykulacji drzemie prawdziwa moc pieśni tradycyjnej. Drzemie to, coś co czyni pieśń czymś unikalnym – w dzisiejszym, zdominowanym przez klasyczną muzykę pop świecie.
Dlatego w pracy nad pieśniami punktem wyjścia czynimy nagrania terenowe

Zapraszamy na warsztat pieśni tradycyjnych
Prowadzenie: Dorota Sołęga z fundacji Watra

Spotkanie w ramach cyklu Piątki z kulturą tradycyjną

Poleskie pieśni wiosenne 2019

Pozostajemy w obszarze wiosennych kolęd.

Tym razem spotkamy się z kresniankami, pieśniami z Perebrodów,
Podobnie jak w przypadku konopielek czy pieśni łazarskich, są to pieśni wędrujące z grupą młodzieży po sąsiednich obejściach.
Tutaj śpiewają dziewczęta

Ale także pieką i stroją korowaj

Jak rzadko w pieśniach wiosennych, zwracamy się tutaj bezpośrednio do wiosny. A także do ptaków, które wprawdzie – jak wieść gminna niesie – w pojedynkę wiosny nie czynią, ale przybywają wraz z nią, jakby w jej orszaku.

Zaśpiewajmy i my

Spotkanie w ramach cyklu Piątki z kulturą tradycyjną

Konopielki pod kolumnami 2019

Stuk puk
Hej nam hej, panie gospodarzu
Pozwolicie zakolędować?
Przyszliśmy tu po dyngusie
Zaśpiewamy o Jezusie
Dlaczego po dyngusie akurat? Żeby śpiewać o Jezusie każdy czas jest dobry. Zwłaszcza momenty ważne, istotne. Jak Wielki Dzień. Jak Wielka Noc. W dawnych czasach ludzie żyli pod słońcem, ale bardzo kochali księżyc, który róznież miał wpłym na cykle wegetacyjne roślin. A rożliny to pokarm. A pokarm to życie. Dlatego kolędowano co miesiąc. Dziś najwięcej śpiewamy kolęd w zimie, dzięki powiozaniu tego zwyczaju z Bożym Narodzeniem. Kolęda, podobnie jak choinka, stała się jedną z wizytówek tego święta, czymś, bez czego nie możemy się obejś

Jednak zachował się jeszcze w szczątkowej formie zwyczaj kolędowania wielkanocnego.
Kolędy te – zwane również konopielkami albo pieśniami wołoczebnymi – także śpiewamy odwiedzając sąsiadów, życząc im wszystkiego dobrego, bujnego owsa, lnu, konopii… A kawalerom i dziewczętom rychłego ślubu – cóż bowiem może być pomyślniejszą wróżbą niż radość i wesele?

Życzenia i popowieści. Któż zgadnie znaczenie historii przekazywanych z pokolenia na pokolenia przez wiele wieków? Czy to beletrystyczne przedstawienie życzeń pomyślności. Czy historie mityczne? Czy sztuka słowa, wyrażająca coś, czego nie sposób wyrazić inaczej. Coś, w czym każdy znajdzie coś dla siebie, może każdy coś innego. Ale coś, co pozwoli lepiej siebie zrozumieć i wieść lepszy żywot na tym świecie?

Usiądźmy zatem w kręgu i posłuchajmy:

  • O rybakach, pawiu i wieńcu
  • O jeleniu z dziewięcioma rogami
  • O zielonym winie i pieknej dziewczynie
  • A nawet i o walce ze smokiem

    wstęp wolny

    Spotkanie w ramach cyklu Piątki z kulturą tradycyjną

III przegląd kolędy tradycyjnej Podłaźniczka 2019

Hej kolęda kolęda!

Od wieków kolędnicy albo podłaźnicy chodzą po domach zpieśnią na ustach, niosąc dobrą nowinę

Rodzi się nowe słońce

Rodzi się nowy rok

Bóg się rodzi

Czy nie znaczy to, że oto wszyscy uzyskują okazję, by właśnie teraz narodzić się na nowo?

Podłaźniczka, to daleki przodek naszej choinki, mimo zimowego czasu wiecznie zielona, była w chacie cichym, lecz jakże wymownym emisariuszem wiosny, i tego wszystkiego, co ta z sobą przyniesie. Dlatego strojono ją kolorowo I bogato – jak tylko się dało.

Bogato stroili się także podłaźnicy. Przebierając się się za zwierzęta (uświęcone I symboliczne w tych dniach, miały przecie posiadać zdolność mowy), za wszytko co inne, obce, magiczne — dawali tym samym znać, że właśnie wydarza się coś bardzo ważnego.

Warto ożywiać tę tradycję wciąż na nowo, stroić drzewko, stroić się, odwiedzać się wzajemnie. I śpiewać wciąż na nowo piękne kolędy, których Słowiańszczycna wydała tyle że hej!

Ożywiać to co tak nam bliskie, ale w wyniku rewolucji technologicznej jakby zapomniane.

Dlatego takie spotkania:)

Przedmiotem spotkania będą tradycyjne kolędy z wszystkich stron słowiańszczyzny
Zalacemy przebrać się ładnie,  za jakieś „magiczne zwierzę”;)

2. Warsztat tańców słowiańskich

Zapraszamy na spotkanie z tańcem tradycyjnym w formach  iestylizowanych.


Forma niestylizowana to pląs, jaki tańczyło się na wsi dla zabawy, a nie np. na pokaz. Kontekst estrady a także kontekst dworu sprawiał zawsze, że taniec stawał się czym innym. Mimo zachowania tej samej struktury, tej samej nazwy – to nie był już taniec ludowy, plemienny, z jekiego wywodzą się późniejsze formy taneczne. W tańcu tradycyjnym zawsze było trochę więcej ekspresji (wyrażanie siebie) niż impresji (wywierania wrażenia na innych).

Taniec ludowy łączył w sobie prostotę formy z szerokim wachlarzem możliwości w jej interpretacji. Dlatego zaczynamy od ‚pravo horo’. Nie tylko dlatego że to najprostszy krok i najłatwiej się go nauczyć. Lecz także z tego względu, że w nim najłatwiej pokazać jak każda osoba prowadząca ten sam korowód – prowadzi go inaczej.

Bogactwo form tanecznych w różnych rejonach Słowiańszczyzny świadczy o tym, że zawsze była możliwość zmian, że taniec – także ten grupowy – zawsze był interpretowany osobiście. Zamiast zatem szukać jakiejś hipotetycznej części wspólnej – ruszymy na poszukiwanie drygu. Tego co sprawia, że w taniec zanurzamy się całą duszą, aż za nią podąży i całe ciało. Tego, bez czego tak poszczególne kroki jak i całe choreografie są puste.